Żadna armia nie wejdzie na teren Który broniony jest polską ręką Chociaż jest was czterdziestu na j

Żadna armia nie wejdzie na teren Który broniony jest polską ręką Chociaż jest was czterdziestu na j

niedziela, 24 maja 2015

Rozdział 28

-Em, hej, czy.. coś się stało?- cichy i miły głos rozniósł się po holu. Swoimi zapłakanymi, zielonymi oczyma spojrzałam na przybysza. Miał na sobie schludny, wyprasowany, zielony mundur. Jego niebieskie oczy błyszczały wyraziście, a twarz posiadała wiele troski. Chłopak pochylał się nade mną, a ja niespodziewanie uwiesiłam się na jego szyi.
-Jak dobrze, że jesteś- przytuliłam go mocno, jakbym miała go zaraz stracić. Kilka łez poleciało mi na jego zielony pagon. Litwa przyklękną odwzajemniając uścisk. W końcu puściliśmy się.
-Kiedy płaczesz twoje oczy są niemalże tak zielone jak Polski- odpowiedział po chwili chłopak wstając. Podał mi dłoń i stanęłam na równe nogi. Przetarłam wodę ręką i szybko spojrzałam na mosiężne drzwi.
-Chodź szybko- chwyciłam przyjaciela za rękę i pognałam do przodu. Chłopak rozkojarzony pobiegł za mną- On nie może nas tu widzieć.
-Kto?- Litwa nie krył zdziwienia. Po chwili zwolniliśmy chód.
-Niemcy. Musisz mi pomóc. Mi i Polsce- patrzyłam się mu w oczy. Były niepewne i przerażone. Nie miał pojęcia o co mi chodzi.
-Co...?
-Polska jest katowany przez Niemcy. Kiedy blondyn pójdzie spotkać się z Rosją będziemy musieli wykorzystać czas i uwolnić go. Proszę, nie możemy Feliksa zostawić na pastwę losu- szliśmy w stronę mojego pokoju, gdzie spokojnie mogliśmy obmyślić plan działania.
-Jakim cudem Polska jest tutaj?- szliśmy ciemnymi korytarzami. Zimne powietrze otaczało nas tworząc mroczną atmosferę. Co kilka kroków świeciła się lekko jakaś świeca, dzięki czemu nie byliśmy całkiem pochłonięci w Egipskich ciemnościach. Drzwi, jakie mijaliśmy były monotonne i ciemne. Okna pootwierane na oścież i małe.
-Nie wiem czy chcę to mówić...- trochę się zmieszałam. Wystarczająco zburzyłam już zaufanie Litwy. Wtem poczułam czyjś wzrok na sobie.- Nie Litwa, nie patrz się tam na mnie.- minuty przemieniały się w godziny. Cisza panująca między nami była nie do zniesienia. Puste ściany odbijały moje złe myśli. Chłopak już nic nie odpowiedział a jego niebieskie oczy powędrowały w podłogę.

-To tutaj- po jakiś dziesięciu minutach doszliśmy na miejsce. Posiadłość była przeogromna, a przenieść się z lewego skrzydła na prawe nie zajmuje kilku sekund. Staliśmy przed zwykłymi drzwiami. Raz jeszcze rozglądnęłam się, czy aby na pewno nikogo oprócz nas nie ma na korytarzu. Upewniwszy się, weszliśmy do środka. Wtem poczułam mocny nacisk ze strony przyjaciela. Przycisnął mnie do ściany, kurczowo trzymając za moje nadgarstki. Zimne jak Morze Północne oczy zabijały mnie. Próbowałam się wyswobodzić, jednak na marne.
-Przecież wiesz, że mi możesz wszystko powiedzieć- jego cyniczny uśmieszek zapamiętam na długo. To nie był ten Litwa jakiego znałam tak długo.
-To nie w twoim stylu- wzruszyłam rękami udając obojętność. Serce jednak waliło mi jakby chciało wydostać się na zewnątrz.-Puść mnie, to nic nie da.- Szybko zerwałam się, omijając chłopaka. Stałam na przeciwko jego osoby, bacznie wpatrując się na każdy, nawet najmniejszy jego ruch.- Uspokój się, jesteś strasznie rozjuszony i nerwowy ostatnio. Czy coś się stało?- to chyba było niewłaściwe pytanie. Jego oczy momentalnie zrobiły się smutne i matowe. Podszedł do mnie dwa kroki, po czym beznamiętnie usiadł na moim łóżku.
-Rosja- skwitował szybko.
*
Drogi Boże, 
Myślę... Myślę, że ludzie zapomnieli o mnie, kim powinienem być. Ja wiem to. Czasem zachowuję się dziewczęco i lubię nosić spódnice, ale widziałem rozlewy krwi tak wiele razy jako całkiem inne państwo. Czułem dumę na każdych bitwach dzięki mojemu państwu i moim ludziom. Mam nadzieję, że potomkowie moich ludzi nie ważne gdzie się urodzą, będą czuć się dumni, że ich feniks nigdy na prawdę nie umrze.
Godziny nie ubłagalnie się dłużyły. Nie miałem pojęcia kiedy to wszystko się skończy. Miałem jednak nieukrytą nadzieję, że niebawem. To wszystko doprowadza mnie już do ruiny. Te wszystkie bitwy, katowania czy rozlewy krwi. Jestem potężnym państwem, ale czasem po prostu brakuje mi siły i chęci. Siedziałem na zimnej posadzce ubrany jedynie w rozdarte spodnie od munduru i strzępki  peleryny. Niemiec właśnie wyszedł, nic się jednak nie dowiedział. Będę milczeć, mimo, że to oznacza pewną śmierć z rąk blondyna. Wolę jednak umrzeć nie zdradzając sojuszników, niżeli żyć jako zdrajca.
Sojusznik... Dobre słowo, jednak mi obce. Nie posiadam ich. Francja i Anglia zaoferowali swoją daremną pomoc. Wiedziałem, że kiedyś tak się stanie.
Splunąłem brunatną substancją, która leniwie spłynęła mi po brodzie. Ile jeszcze mogę czekać?
Ile ja już tu siedzę? Czy ktoś mnie uratuje? Rzucałem niepotrzebnie tymi pytaniami o powietrze. Jasne, że nikt mnie nie uratuje. Wojny pokazują prawdziwe oblicze człowieka. Każdy myśli tylko o sobie. Przykre, ale prawdziwe. Przymknąłem lekko oczy oddając następną modlitwę Bogu.
*
-Jak długo Rosja ma tu zostać?- nie marnowałam czasu. Od razu przeszłam do rzeczy.
-A skąd ja mam to wiedzieć?- podniósł bezradnie ręce. No tak, skąd może on to wiedzieć.
-Dobrze, załóżmy, że jeszcze kilka dobrych godzin. Trzeba zorientować się, czy ktoś strzeże Polski, oraz położenie Prus. Tu przyda się Łotwa i Estonia.
-Nie pyknie, oni są z Rosją. Ktoś chyba musi zatuszować moją nieobecność, nie sądzisz?
-Jestem idiotką- złapałam się za głowę. Moje poczynania nie miały sensu.- Chyba najlepszym pomysłem było by pójść na żywioł. Co się stanie to się stanie.
-Nie przesadzaj- wstał szybko podchodząc do biurka pełnego papierów.- Może zacznijmy od podstaw. Rozrysuj mapkę korytarzy wokół pomieszczenia w którym Polska się znajduje- dobre podejście. Bez namysłu chwyciłam ołówek i wzięłam się za robotę. Litwin wpatrywał się w każdą nadaną kreskę.
-Dobra, więc sprawa wygląda następująco. Owy pokój znajduję się na przecięciu dwóch korytarzy głównych i kilku bocznych. Są jakieś drzwi w pomieszczeniu pobytu Polski?
-Nie- odpowiedziałam szybko ciągle patrząc na rozrysowaną mapę. Wtem usłyszeliśmy nadchodzące z korytarzu kroki.- Chowaj się!- nakazałam chłopakowi. Ten rozglądnął się i momentalnie wcisnął się pod łóżko. Skrzywiłam się lekko, ale błyskawicznie wrzuciłam mapę do kosza. Następnie usiadłam przy biurku, abym nie wzbudzała żadnych podejrzeń.
-Tu jesteś- drzwi uchyliły się pod sporym pchnięciem. Tak jak się spodziewałam, Niemiec wszedł do pokoju. To już stawało się nudne...- Idziesz z nami.- Wtem zza progu wychylił się Rosja. Wystraszyłam się, ale zwiesiłam nisko głowę i poszłam za nimi. Zamykając drzwi wydałam tylko cichy szept.
Wszystko teraz spoczywa w twoich rękach, uważaj na siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz